Tryb dzień/noc: 
Pomóż Biance!

Uzdrawiająca moc miłości

Ludzie kochani żyją dłużej i rzadziej dotykają ich choroby, co prowadzi do wniosku, że uczucie jest najlepszym lekarstwem.

Dlaczego u jednych ludzi choroby zwykle mają łagodny przebieg, podczas gdy inni, cierpiący na to samo schorzenie, wracają do zdrowia powoli i nawet najskuteczniejsze zwykle lekarstwa zawodzą w ich przypadku? Wpływają na to na pewno wiek i kondycja organizmu oraz szereg różnych czynników, jednak lekarze wymieniają jeszcze jedną przyczynę takiego stanu rzeczy – pacjent musi wykazywać wolę wyzdrowienia. A najczęściej mają ją osoby, które widzą cel w życiu, czują się kochane i komuś potrzebne. Stąd można wysnuć przypuszczenie, że najskuteczniejszą ze wszystkich terapii jest… miłość. Do takiego wniosku doszedł też amerykański kardiolog profesor Dean Ornish, który poświęcił temu zagadnieniu całą książkę pt. Leczenie miłością, a swoją tezę poparł badaniami przeprowadzonymi w różnych częściach świata. Ich wyniki były zaskakujące. Autor publikacji stwierdził mianowicie, że osoby będące w udanym, satysfakcjonującym związku, w otoczeniu rodziny lub oddanych przyjaciół żyją dłużej i chorują rzadziej niż osoby samotne, pozbawione ciepła i uczucia.

Dzieje się tak nawet jeśli prowadzą niezdrowy tryb życia – palą papierosy i spożywają duże ilości tłuszczów zwierzęcych. Reguła ta dotyczy wszystkich chorób: począwszy od niegroźnych, niestanowiących śmiertelnego zagrożenia, skończywszy na nowotworach. Warto też wspomnieć o tym, że pacjent, który ma rodzinę, po operacji onkologicznej żyje znacznie dłużej niż osoba samotna, u której przeprowadzono ten sam zabieg. Wynika więc z tego, że chemoterapię stosowaną po zabiegu dodatkowo powinno się wspomagać miłością…

Profesor Ornish na podstawie badań, które przeprowadził, stwierdził też, że osoby kochane mają niższy poziom „złego” cholesterolu we krwi, bardziej drożne naczynia krwionośne, więc mniejsze jest u nich ryzyko zawału. Zresztą pacjentom ze zmianami miażdżycowymi jako uzupełnienie leczenia zaleca on bogate życie towarzyskie i terapię grupową! Naturalnie nie próbuje dyskutować z tak oczywistym faktem, że przy ciężkich schorzeniach konieczne jest stosowanie leków, a osobie poszkodowanej w wypadku na nic zda się terapia grupowa, jednak dostarcza naukowych dowodów na to, że troska i przywiązanie, okazywane pacjentowi, znacznie zwiększają jego szanse na przeżycie i skracają czas leczenia. Powołuje się również na badania przeprowadzone w USA, z których wynika, że w tych szpitalach, gdzie personel jest życzliwy dla pacjentów i otacza ich szczególnie troskliwą opieką, chorzy szybciej wracają do zdrowia. U człowieka, który na co dzień nie może liczyć na zainteresowanie partnera życiowego, rodziny ani przyjaciół, częściej występują stany depresyjne. Gospodarka hormonalna takiej osoby jest rozregulowana, w nadmiarze wydzielany jest hormon stresu, a to niekorzystnie wpływa na system odpornościowy organizmu. Jak twierdzi profesor Ornish, depresja jest dla naczyń krwionośnych i serca niemal tak samo niebezpieczna jak dieta obfitująca w tłuszcze pochodzenia zwierzęcego.

Dramatyczne przeżycia związane z zaniedbaniami uczuciowymi mogą dać znać o sobie dopiero po latach, przyczyniając się do rozwoju choroby. U dzieci, którym rodzice nie poświęcają wystarczająco dużo uwagi, zostaje upośledzony proces wytwarzania w mózgu serotoniny, substancji działającej przeciwdepresyjnie i odprężająco, potocznie nazywanej „hormonem szczęścia”. To w przyszłości może stać się przyczyną wielu chorób.

Ważny jest kontakt cielesny (dotyk i pieszczoty) z osobami, które darzy się uczuciem. Wspomaga on układy odpornościowy i nerwowy.