Tryb dzień/noc: 
Pomóż Biance!

Miłością rządzi zapach

zapachNasze feromony wydzielane naturalnie do otoczenia oddziałują na mężczyznę lub kobietę, prowokując jego określone zachowanie. O tym, czy nowo poznany mężczyzna jest warty zainteresowania, podświadomie decyduje nasz nos Wybierając partnera, każdy z nas kieruje się… węchem.

Ludzie zakochani często mówią, że to miłość od pierwszego wejrzenia, że serce podpowiedziało im, że to właśnie ten, a nie inny. W rzeczywistości mięsień serca nie ma nic wspólnego z miłością. O wyborze partnera decyduje… nos, reagujący na substancje zwane feromonami. Są to właściwie bezzapachowe związki wytwarzane przez gruczoły dokrewne. Ich zapach przekazywany jest pośrednio do mózgu. Właśnie na jego podstawie osobnik płci przeciwnej wzbudza nasze zainteresowanie albo zostaje natychmiast odrzucony. Przez długi czas po odkryciu feromonów uważano, że są one charakterystyczne tylko dla zwierząt. Okazało się jednak, że występują także u ludzi. Przesyłają wiadomość: „Podobasz mi się!” Nie odbieramy jej świadomie, a jednak nasz mózg rejestruje ją i każe nam zachowywać się tak, jakby została wypowiedziana na głos. Współczesne laboratoria pracują nad wykorzystaniem feromonów w przemyśle perfumeryjnym. Już niewielka ich ilość dodana do głównej nuty aromatycznej sprawiłaby, że mężczyźni rzucaliby się na skropioną takimi perfumami kobietę. Absolutnie niezależnie od jej wyglądu – nawet gdyby miała ponad 70 lat i ważyła 200 kg. Wyposażony w odpowiedni zapach polityk miałby zagwarantowane zwycięstwo w wyborach (głosowałyby na niego wszystkie kobiety, które miały z nim chociaż krótki kontakt).
Możliwe, że Don Juan wcale nie był doskonałym kochankiem – po prostu jego zapach działał na niemal każdą kobietę. Wszystko wokół nas posiada własną aromatyczną nutę (oczywiście, bywają aromaty przyjemne i odstręczające). Pachnie trawa, kamień, rzeka, powietrze… Nie sposób wyobrazić sobie człowieka zupełnie pozbawionego osobistej woni. Albo w ogóle nie byłby dostrzegany przez innych (podobnie jak duchy – widzimy je, ale uznajemy, że są halucynacją, ponieważ nie pachną), albo budziłby powszechny lęk i odrazę. Większość dawnych czarów miłosnych wymagała – oprócz lubczyku czy żabiego skrzeku – krwi lub pęku włosów kobiety pragnącej zdobyć ukochanego. Obie te rzeczy zawierają stężoną dawkę feromonów. Magiczne lekarstwo podane do wypicia nie działało na żołądek wybranka – ale na jego zmysł węchu. Obecnie uważa się, że łączymy się w pary na podstawie informacji wysyłanej przez feromony. Wzajemne zrozumienie, fascynacja, poczucie bezpieczeństwa, seks czy „wspólnota dusz” – wszystkie te mniej lub bardziej racjonalne powody, jakimi wyjaśniamy nasz wybór, są wtórne wobec czynnika, z którego nie zdajemy sobie sprawy. Najprawdopodobniej twój mąż został twoim mężem, ponieważ zakochałaś się nie w nim, ale… w jego zapachu! Dlaczego w takim razie po kilku miesiącach czy latach ludzie przestają się kochać? Czyżby nasz zapach zmieniał się wraz z wiekiem? Ależ tak! Inaczej pachnie małe dziecko, inaczej kobieta przed owulacją, inaczej po, zupełnie inaczej pachnie 16-letni młodzieniec i człowiek 80-letni. Zapach zależy również od tego, co jemy: jeżeli z wysokotłuszczowej diety mięsnej przejdziemy chociaż na tydzień na wegetarianizm, zmieni się zapach naszego potu! Jego woń zależy także od odczuwanych emocji. Złość i strach naprawdę pachną – zmienia się bowiem ilość hormonów produkowanych przez organizm, te zaś wpływają na skład feromonów. Pachnie zauroczenie, pachnie miłość… i ten aromat znika, kiedy fascynacja zmienia się w obojętność. Zapach, którego jesteśmy świadomi, może wprawić nas w miły nastrój. Najchętniej wracamy do aromatów, które kojarzą nam się z przyjemnymi przeżyciami.

Dlatego właśnie decydujemy się na kupno perfum podobnych do tych, których używała ukochana matka, a zapach wody kolońskiej pierwszego narzeczonego (o którym dawno już zapomniałyśmy) przywołuje miłe wspomnienia. Okazuje się jednak, że zapachy, które odbieramy nieświadomie, działają o wiele silniej.
Mózg rejestruje je, nie przekazując wniosków do naszej świadomości, a raczej przesyłając jedynie uproszczoną wersję: to sympatyczny człowiek (zamiast: on pachnie podobnie jak mój młodszy brat), to fascynująca kobieta (zamiast: ona nadaje się na partnerkę seksualną). Każdy człowiek ma unikalny, charakterystyczny zapach, niepowtarzalny tak jak linie papilarne. Bywają zapachy podobne, ale nigdy identyczne. Jeśli się w kimś zakochujemy, jego zapach zostaje na stałe zakodowany w naszej podświadomości. Dlatego jeszcze w ubiegłym wieku kobiety dawały odjeżdżającemu na wojenną wyprawę kochankowi jakąś część swojej odzieży – nie chodziło o samą wstążkę czy rękawiczkę, ale o utrwalony w niej aromat. Feromony pozwalają też kobiecie wyczuć, że mąż ją zdradza. Po pierwsze naprawdę pachnie swoją kochanką, po drugie czuć jego poczucie winy. Czy zapachem można manipulować? Podobno najtrudniej oszukać nos – słowa mogą nas zwieść, wzrok omamić, natomiast nos, reagujący także na zapachy nieodczuwane świadomie, jest najdoskonalszym wykrywaczem kłamstw.
Czy możliwa jest miłość do grobowej deski?


Każdy chce znaleźć swą drugą połowę Odpowiedź brzmi: tak. Jednak osiągnięcie ideału wymaga wysiłku obojga partnerów. Rozwój miłości można podzielić na trzy etapy. Pierwszy to fascynacja drugą osobą. Jest dość gwałtowna i szybko przemija. Niektórzy ludzie przez całe życie docierają tylko do tego etapu. Drugi etap to wzajemne poznawanie się. Może prowadzić do rozczarowań i rozstania. Trzeci to akceptacja. Jeżeli dotrzemy do niego, miłość nie skończy się nawet, kiedy jeden z partnerów umrze.

Nieszczęśni kochankowie


Kochali szaleńczo i bez pamięci, ale bardzo krótko… Rzadko której ze słynnych zakochanych par udało się przetrwać próbę… czasu. Albo ich los układał się tragicznie (tak jak w przypadku Lady Di), albo szybko się rozstawali. Niektórzy tylko po to, by znów do siebie powrócić, jak Richard Burton i Elizabeth Taylor. Kilkakrotnie rozwodzili się i powtórnie pobierali. Książę Edward (górne zdjęcie) dla wybranki swojego serca zrezygnował z brytyjskiej korony. Postronni twierdzili, że pani Simpson, kobieta starsza od księcia i brzydka, musiała rzucić na niego zły urok. Faktem jest, że książę stracił znaczenie polityczne, ale chyba… był szczęśliwy. Marilyn Monroe zmieniała mężów jak rękawiczki, by w końcu popełnić samobójstwo. Jednak niektórzy wierzą, że zabito ją na polecenie ostatniego kochanka – Johna Kennedy’ego.