Tryb dzień/noc: 
Pomóż Biance!

Egzotyka w sypialni

egzotykaHasło seks egzotyczny wśród amatorów cielesnych uciech wywołuje spore zainteresowanie, a niekiedy także pewną ekscytację. Możliwe, że wynika to z faktu, iż bardzo niewiele osób go praktykowało.

Powiedzcie sami – czy znana wam jest osoba, która tego próbowała? Jesteśmy przede wszystkim zbyt leniwi, by poświęcać zbliżeniu aż tyle czasu, ile wymagane jest w tantryzmie (hinduska sztuka miłości). Boimy się też, czy nasze ciała sprostają wymagającym ćwiczeniom, które mają przygotować je do wymyślnych akrobacji. W końcu – zniechęca nas długotrwałe oczekiwanie na efekty naszych wysiłków, pierwsza faza egzotycznej przygody jest bowiem długą, mozolną pracą. Czy jednak powinniśmy przez to zaniechać prób opanowania hinduskiego wynalazku? Oczywiście, że nie!

Wedle relacji, wschodnia sztuka miłości pozwala na bardzo długi stosunek, przy okazji wyzwalając – zwłaszcza w kobiecie – ukryty potencjał seksualny. Podobno kochankowie w trakcie współżycia czują, jak energia przepływa między ich ciałami. No i zawsze to coś nowego w sypialni. Gra wstępna jest podstawą seksu tantrycznego. Co ciekawe, może ona się rozciągnąć nawet na kilka dni…
Ale taką wersję proponuję tylko dla wyjątkowo wytrzymałych i cierpliwych kochanków. Zwykłym śmiertelnikom zdecydowanie wystarczy kilka godzin (co i tak jest bardzo długim czasem współżycia, wziąwszy pod uwagę fakt, że na seks poświęcamy średnio zaledwie kilkadziesiąt minut). Zaczynamy od tego, że siadamy naprzeciwko siebie nadzy i dotykamy się – gładzimy, pocieramy i muskamy skórę partnera na całym ciele, omijając jedynie okolice intymne. Szczególną uwagę należy poświęcić twarzy i skórze głowy oraz ramionom. Ta pierwsza faza powinna trwać przynajmniej pół godziny – dzięki temu rozluźnimy się, zbliżymy z partnerem emocjonalnie i nabierzemy ochoty na dalsze miłosne zabiegi.

Kolejnym etapem będzie obejmowanie się i przytulanie. Tantryzm zaleca ułożenie się kochanków w pozycji na łyżeczkę, tyle że bez odbywania stosunku. Genitalia mężczyzny i kobiety ocierają się o siebie, co zaostrza apetyt na więcej i podnosi erotyczne napięcie. Jeśli uda nam się wytrzymać 30 minut samych przytulanek, możemy śmiało powiedzieć, że panujemy nad swoim popędem… Kontrola nad swoim ciałem jest kluczem do kolejnej fazy wtajemniczenia.

Następnym krokiem będzie wzajemne pobudzanie okolic intymnych. Kochankowie znowu siadają naprzeciwko siebie i tym razem skupiają się na swoich genitaliach. Takie wzajemne, powolne poznawanie siebie sprzyja nawiązaniu głębokich relacji oraz, oczywiście, rozbudza powoli namiętność. Kiedy namiętność płonie w nas żywym ogniem, czas na penetrację. Spokojnie, to nie koniec. Tantryzm zaleca, żeby przez pierwszy kwadrans stosunku partnerzy w ogóle się nie poruszali. Co najwyżej kobieta może zaciskać i rozluźniać mięśnie pochwy. Jeśli dojdzie w tym czasie do zaniku erekcji u mężczyzny, nie ma się czym przejmować. Wystarczy kilka ruchów, by ona powróciła. Ten czas ma pomóc opanować emocje. Powolne rozbudzanie zmysłów gwarantuje mocne do- znania i przeżycie bardzo silnego orgazmu, zarazem pozwala na przedłużenie stosunku i kontrolowanie reakcji organizmu. Aby zbliżenie trwało jak najdłużej, początkowo mężczyzna wchodzi w kobietę bardzo płytko i porusza się w niej przez około minutę. Potem wycofuje się i obydwoje przez chwilę odpoczywają. Mistrzowie tantryzmu potrafią tak przez całą noc, jednak na początek wystarczy 10-15 takich powtórzeń.

Po takich wstępach i oczekiwaniu na pełne zbliżenie poczujecie pełnię rozkoszy, na którą naprawdę warto było czekać.